I think it's time to move on.
Tak, dobrze czytacie. To jest już ten czas, gdy porzucam bloga. Nie umiem tu już pisać. Nie umiem tu nic skończyć. Ten blog przestał być mój z chwilą, gdy zaczęłam naprawdę coś widzieć. Wcześniejsze etapy były złudzeniem, ulotnym snem. Wydawało mi się, że jestem taka mądra, że tak wiele dostrzegam. W rzeczywistości nie widziałam nic. Na oczach miałam klapki własnych wyobrażeń i ograniczeń. Usilnie wmawiałam sobie, że to prawda.
Pisząc to teraz mam na ustach ironiczny uśmiech. Jeśli przeczytaliście ten blog zobaczyliście najgorszy, najbardziej idiotyczny okres mojego życia. Wniknęliście do mojego życia, w momencie, do którego już nigdy nie chce wracać. W chwilach, które teraz widzę jako głupotę.
Niczego nie żałuję. Abym mogła być rzeczywiście sobą najpierw musiałam przebrnąć przez najgłębsze zakamarki mojego umysłu. Poddać się ciemności, aby ujrzeć światło. Inaczej nie widziałabym nic.
Teraz powiedzielibyście, że jestem zupełnie inną osobą, że to nie ja. Rzeczywiście - jestem całkowicie inna, ale dopiero teraz jestem sobą. Dopiero teraz mogę cokolwiek powiedzieć. Dopiero teraz wiem cokolwiek. Dopiero teraz wiem co, jak i dlaczego.
Bardzo mi ten stan odpowiada.
Nie mam zamiaru usuwać tego bloga. Mam do niego sentyment. Chce nadal pisać, ale gdzie indziej. Nie tu. Nie teraz. Zamienię go na prywatną skrytkę wspomnień.
Prawdopodobnie utworze nowy. Bez tych wszystkich toksycznych bredni.
Wszyscy wiedzieliśmy, że do tego kiedyś dojdzie.
Wszyscy, tylko nie ja.
Ale teraz już wiem i jestem pewna. Ten okres życia mam już za sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz